10 stycznia 2017

Dziwne jedzenie z Węgier

Spacerując po węgierskich supermarketach dostrzegam niekiedy produkty, których nie widuje się w Polsce. Pomyślałem sobie, że warto zrobić zestawienie tych, które wydały mi się nieco dziwne i przyrządzić z nich cały posiłek. Oczywiście nie znaczy to, że jakikolwiek Węgier kiedykolwiek coś takiego jadł.

To, co widzicie poniżej, to zestaw kiszonych warzyw. W jego skład wchodzi kiszona kapusta, kiszony ogórek, kiszona papryka (w kilku odmianach) i... kiszony kalafior. Mimo, że mieszkam na Węgrzech od kilku lat i często zamierzałem spróbować tego niesamowitego specjału, był to mój pierwszy kontakt z tym zestawem. Do zakupu zmobilizowała mnie chęć stworzenia wpisu dotyczącego węgierskiego jedzenia.

5 węgierskich produktów spożywczych, które najbardziej mnie zaskoczyły

Ten wpis nie zawiera lokowania produktów.


Tarhonya. Jest to százaztészta (tészta to ciasto, na przykład takie na makaron). To, co widać poniżej nie różni się raczej składem od makaronu, ale z wyglądu nieco przypomina kaszę i nosi inną nazwę.


Buraki. Po prostu buraki - jest to jedyny składnik wymieniony na opakowaniu. Bardzo spodobało mi się takie podejście do kwestii buraków, gdyż mało jest ludzi, którzy lubią obierać te warzywa, a potem je gotować. Tutaj buraki są gotowe do spożycia i można je jeść bezpośrednio po wyjęciu z opakowania, zarówno na ciepło, jak i na zimno.


Szaszłyki z wątróbki zawiniętej w plastry boczku... przyznam, że rzadko się spotykam z tym specjałem. Nie mogłem jednak przejść obok tak intrygującej pozycji zupełnie obojętnie.



Tarhonya została podgrzana w garnku z osoloną wodą i gotowała się przez około 6 minut. Trzeba uważać, bo bardzo łatwo ją rozgotować. W komentarzach napisaliście, że tarhonyę należy najpierw wrzucić na patelnię...😓


Szaszłyki postanowiłem potraktować parą z parowaru, po 10 minutach wyciekło z nich dosyć dużo tłuszczu i zaczęły ładnie pachnieć.


A tak oto prezentuje się cały zestaw. Tarhonya była doskonała jak zawsze, szaszłyk też całkiem dobry, ale najbardziej zaskoczył mnie burak. Jest lepszy, niż wydaje się, że mógłby być. Jeżeli chodzi o zestaw warzyw z octu... dogłębnie zszokował mnie kalafior, gdyż jego faktura pozostała wyraźna - był on twardy i wręcz chrupiący. Papryka - a zwłaszcza ta duża, żółta - była piekielnie ostra. Ogórek i kapusta (jak to na Węgrzech) były niestety trochę zbyt słodkie, ale - mając doświadczenia z kuchnią węgierską - tego można się było spodziewać.


I coś na koniec - chociaż pierwotnie batonika túró rudi w tym zestawieniu nie miało być, zasugerowano mi, że powinien się znaleźć, gdyż rynek polski nie obfituje w batony składające się z twarogu polanego czekoladą. Tak więc jest i on - túró rudi w wersji gigant.