Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nawiedzone. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nawiedzone. Pokaż wszystkie posty

22 lutego 2017

Z wizytą na węgierskim cmentarzu

Węgierskie cmentarze różnią się od polskich. Panuje na nich atmosfera spokoju i nie przywodzą na myśl smutku. Zachęcony słowami węgierskich znajomych, jakiś czas temu odwiedziłem jedną z większych nekropolii w Budapeszcie - Fiumei úti Nemzeti Sírkert, znany także jako Kerepesi temető.
Blog o Węgrzech
Śnieg na cmentarzu
W ramach małej dygresji, już na samym początku wspomnę o znaczeniu słowa sírkert. Żeby odpowiednio się do tego zabrać, należy je nieco rozłożyć. Sír to słowo, które ma dwa znaczenia: pierwsze znaczenie to grób, a drugie to płacze. Nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie to ma sens, a ponadto jest trochę niepokojące. Być może poruszyłem ten temat w tym wpisie. Kert to ogród, a więc mamy tutaj Ogród Grobów przy ulicy Fiumei.
Blog o Węgrzech
Śnieg...
Wpis ten publikuję z pewnym opóźnieniem, bo na cmentarz wybrałem się w styczniu. Trafiła mi się bardzo ładna i słoneczna pogoda i dosyć znaczna warstwa śniegu. Muszę dodać, że śnieg w wielu miejscach był kompletnie nienaruszony i można było oglądać jego gładką powierzchnię, bez śladów butów w zasięgu wzroku. Wywarło to na mnie dziwne, lecz przyjemne wrażenie. Nie chciałem naruszać tego porządku i zakłócać harmonii, lecz przecieranie szlaków miało w sobie także coś niezwykłego.
Blog o Węgrzech
Jedna z głównych dróg wiodących przez cmentarz
Najbardziej podobał mi się właśnie spokój i cisza. Cmentarz znajduje się w ósmej dzielnicy Budapesztu, w - jakby to powiedzieć - nie najlepszej okolicy, lecz jest w moim odczuciu swego rodzaju enklawą na mapie stolicy Węgier. W trakcie swojej dwugodzinnej wizyty spotkałem jedynie kilku pracowników i około 3 - 4 osób, które uznałem za zwyczajnych odwiedzających. Trudno mi opisać to, co czułem właśnie ze względu na nienaturalną wręcz ciszę, która tam panuje, lecz nie tylko dlatego...

Na Fiumei úti Nemzeti Sírkert znajdują się groby wielu sławnych Węgrów. Listę można znaleźć tutaj, ja wymienię tylko kilkanaście nazwisk, które każdej osobie znającej dobrze Węgry z pewnością mówią bardzo wiele: Ady Endre, Arany János, Babits Mihály, Batthyány Lajos, Bercsényi Béla, Blaha Lujza, Deák Ferenc, Eötvös Loránd, Ignotus, Jókai Mór, Kisfaludy Károly, Kossuth Lajos, Kosztolányi Dezső, Lechner Ödön, Madarász Viktor, Mechwart András, Mikszáth Kálmán, Móricz Zsigmond, Munkácsy Mihály, Radnóti Miklós, Semmelweis Ignác, Steindl Imre, Vörösmarty Mihály, Ybl Miklós, Zwack Péter. 
Blog o Węgrzech
Kossuth Lajos
Blog o Węgrzech
Kisfaludy Károly
Węgry blog
Deák Ferenc

Blog o Węgrzech
Zwierzęta też lubią spokój tego cichego miejsca
Blog o Węgrzech
Blaha Lujza
Najdziwniejsza w tym wszystkim była jednak bliskość popularnego centrum handlowego Arena Plaza. Stojąc na jednym z tarasów tego budynku, możemy dostrzec wyłaniające się zza cmentarnego muru nagrobki. Wielu ludzi nie ma zapewne świadomości, że dokonując zakupów w popularnym supermarkecie, znajduje się o zaledwie kilkaset metrów od jednej z największych nekropolii Węgier. Uderzyła mnie jeszcze jedna rzecz - wątpliwego polotu bryła Areny silnie kontrastuje ze znajdującym się po drugiej strony parkiem, a nieco ironii dodaje temu fakt, że budynek ten oglądać możemy stojąc przy grobie jednego z najwybitniejszych węgierskich architektów. Steindl Imre - bo to o nim mowa - zaprojektował między innymi budynek węgierskiego Parlamentu!

Blog o Węgrzech
Jókai Mór
Blog o Węgrzech
Mikszáth Kálmán
Węgry blog
Steindl Imre... architekt, który w swym dorobku ma na przykład budynek Parlamentu.
Fiumei úti Nemzeti Sírkert nie jest miejscem dla wszystkich, lecz jest z pewnością oazą spokoju. Można się tutaj odprężyć i na chwilę wyłączyć. Teren cmentarza jest na tyle olbrzymi, że z pewnością przyda nam się chociażby prosta mapa (warto przy wejściu zrobić zdjęcie telefonem) i około dwie godziny wolnego czasu. Nie ma się co spieszyć. To miejsce nie jest dla lubiących pośpiech. Czas tutaj jakby zwalnia - odwiedzając to miejsce warto mieć to na uwadze i poświęcić kilka chwil na zadumę nad tymi, dla których czas przestał istnieć bezpowrotnie.

31 października 2016

5 przerażających miejsc na Węgrzech

Nawiedzone miejsca
Nawiedzone miejsca na Węgrzech
Nawiedzone osiedle w Budapeszcie położone na cmentarzu, opuszczony szpital, po korytarzach którego niosą się obłąkańcze krzyki dzieci... i nie tylko. Zapraszam.

1. Wyspa czarownic

Blog o Węgrzech
http://szeged.varosom.hu
Właściwie nie wyspa, a porośnięty gęstwiną półwysep w mieście Szeged, którego nazwa odnosi się do najbardziej ponurego okresu w dziejach Węgier. Wyspa czarownic uważana jest za miejsce nawiedzone. Niemogące zaznać spokoju duchy każdego wieczoru błąkają się po okolicy. Zbliżające się w te miejsca osoby słyszą dziwne odgłosy wydobywające się z lasu. 

23 lipca 1728 roku ułożono nad brzegiem Cisy 3 stosy, na których spalono 13 osób (6 mężczyzn i 7 kobiet) oskarżanych o zajmowanie się czarną magią. Kim były te osoby? Tego dokładnie nie wiadomo, legendy głoszą, że w tym roku do miasta zawitali "ludzie z zewnątrz", na temat których natychmiast zaczęto plotkować. Mieszkańcy obarczyli ich winą za wszystkie nieszczęścia, które miały miejsce w tamtym okresie. Tajemnicze osoby zostały schwytane i skazane na śmierć na stosie. Po wykonaniu wyroku mieszkańcy uspokoili się, lecz od tego momentu nie zbliżali się do półwyspu. Osoby wyznaczone do posprzątania miejsca wyroku odnalazły w popiołach 13 amuletów, których skazani nie mogli przy sobie mieć, ponieważ zostali wcześniej obdarci z ubrań. Amulety zniknęły w tajemniczych okolicznościach, a popioły rozwiane zostały przez wiatr. Od tego pamiętnego dnia w szumie liści da się usłyszeć ludzkie szepty, a spacerujące tamtędy osoby mają dziwne uczucie bycia obserwowanym.

Co ciekawe, spośród 124 procesów dotyczących używania magii, które odbyły się na Węgrzech, ponad połowa miała miejsce w Szegedzie.

2. Zamek Siroki

Blog o Węgrzech
http://kirandulastippek.hu

O położonym we wschodniej części gór Mátra zamku Siroki krążą przerażające pogłoski. Według opowieści, po zachodzie słońca w ruinach zamku pojawia się cień kobiety, który rzuca się z murów, pociągając za sobą siedem innych dusz. Legenda ta początki swoje znajduje w średniowieczu, kiedy po śmierci Kompolti Imrego - właściciela zamku - zaczęła prowadzić go jego córka, Gizella. Pewnej nocy w zamku nocowało siedmiu rycerzy i wszyscy zakochali się w Gizelli. Ta - choć nie była nigdy wcześniej zakochana - zapałała uczuciem do jednego z nich. Niestety tylko do jednego. Rycerze zadecydowali więc, że zawalczą pomiędzy sobą o względy dziewczyny, a zwycięży ten, który przeżyje. Niestety rycerz, w którym zakochała się Gizella, poniósł śmierć. Ta natomiast przebiła mieczem pozostałego przy życiu rycerza, po czym popełniła samobójstwo, rzucając się z najwyższej baszty zamku. 

3.  Osiedle duchów w Budapeszcie

Blog o Węgrzech
http://debmedia.hu
IV. dzielnica Budapesztu, nosząca również nazwę Újpest (nowy Peszt) została przyłączona do stolicy Węgier w latach 50-tych ubiegłego wieku. Natychmiast rozpoczęto renowację starych, zniszczonych budynków, a także postanowiono przygotować teren pod budowę nowych. Były to czasy, kiedy popularne było usuwanie starych cmentarzy (w Budapeszcie usunięto ich 75 z 87 istniejących), więc podobny los spotkał w 1964 roku znajdujący się w Újpest stary cmentarz Magdolnavárosi Sírkert, a w latach 1969 - 1972, powstało w tym miejscu osiedle mieszkaniowe

Wzmianki o dziwnych wydarzeniach zanotowano już w pierwszych miesiącach budowy osiedla. Wśród miejscowych szybko rozprzestrzeniła się plotka, że na miejscu prac dzieje się coś dziwnego. Budowlańcy często narzekali na złe samopoczucie, często popełniali błędy, miały miejsce makabryczne wypadki. Zatrudniony do pilnowania terenu budowy dozorca twierdził, że w trakcie nocnej warty wielokrotnie widywał przemykający szybko cień człowieka. Pewnej nocy w trakcie pełnienia warty, dozorca ten uciekł w panice z miejsca pracy. Mężczyzna był znany ze swojego pijaństwa i możliwe, że przyśnił mu się koszmar, lecz tego typu historie były powtarzane przez przyszłych mieszkańców osiedla, którzy niezbyt chętnie wprowadzali się na miejsce, w którym do niedawna stał cmentarz. 

Pierwsi lokatorzy osiedla narzekali na przeraźliwe dźwięki, trzaski, zgrzyty, odgłosy pukania do drzwi i szuranie butami. Zjawiska te występowały najczęściej w nocy. Narzekano na samoczynnie włączające się sprzęty oraz światła. Wieść o tajemniczych wydarzeniach rozniosła się po całym osiedlu, które zyskało miano Osiedla duchów. Na wyższych piętrach jednego z budynków dostrzegano również tajemnicze błyski, lecz początkowo obwiniano o nie przejeżdżające w pobliżu osiedla tramwaje. Według słów mieszkańców, błyski te widywane były jednak także z zewnątrz. Pewnej nocy jedna z rodzin zamieszkałych na dziesiątym piętrze wspomnianego bloku, opuściła mieszkanie i spędziła noc u znajomych. Następnego dnia członkowie rodziny zjawili się tylko po to, żeby zabrać kilka najbardziej wartościowych przedmiotów, a później słuch po nich zaginął. Wspominają o nich starsi mieszkańcy osiedla, którzy zaczepieni rano podczas wyprowadzania psów, potwierdzają prawdziwość tej historii. Twierdzą, że tej spokojnej, ciepłej nocy trupio bladzi sąsiedzi z jakichś tajemniczych powodów gorączkowo próbowali wezwać taksówkę. 

Rankiem rozeszła się wieść, że mieszkanie jest nawiedzone. Niebawem podobna sytuacja miała miejsce w innym bloku, a mieszkańcy osiedla zaczęli myśleć o sprzedaży mieszkań - nawet po zaniżonej cenie - i jak najszybszej wyprowadzce, choć związane było to również z hulaszczym trybem życia niektórych mieszkańców, którym duchy najwyraźniej nie przeszkadzały. Te natomiast dawały znać o sobie coraz częściej. W pewnym okresie całe dziesiąte piętro jednego z bloków zostało odgrodzone metalowymi kratami i wyłączone z użytku. Z wind usunięto przyciski oznaczone numerem 10. Narzekano na silny zapach spalenizny, który zdaniem niektórych był niepodważalnym dowodem na obecność duchów.

Osobom, które chciałyby zbadać tajemnicę tego miejsca podpowiem, że znajduje się w pobliżu dwóch ostatnich stacji trzeciej linii metra. Poniżej załączam mapkę z naniesionym fragmentem mapy historycznej z 1903 roku. W miejscu, gdzie stał wcześniej cmentarz (węg. temető), naprawdę znajduje się teraz osiedle. Naniosłem fragment starej mapy na nową i tak oto wszystko staje się jasne. 

Pozsonyi utcai lakótelep.
Pozsonyi utcai lakótelep. Nawiedzone osiedle w Budapeszcie (pol. Osiedle przy ulicy Bratysławskiej).

4. Czarny dwór

Blog o Węgrzech
http://mult-kor.hu

Na obrzeżach Balatonederics, w pobliżu zdziczałego parku znajduje się nawiedzony dwór. Budynek wybudowany został przez rodzinę Nedeczky. Pierwsza tragedia miała miejsce w 1912 roku, kiedy to lokalny pasterz zabił z zazdrości swoją ukochaną, która była zatrudniona na dworze jako kucharka. To wydarzenie zapoczątkowało serię dziwnych tragedii. Dwa lata później Nedeczky Jenő z okazji swoich 74. urodzin popełnił samobójstwo. Nowym właścicielem posiadłości został Vág Jenő, który wprowadził się do niej z żoną. Jakiś czas później przyłapał ją na zdradzie i również popełnił samobójstwo. Wdowa natomiast zdradziła także kochanka, z powodu którego życie odebrał sobie jej mąż. Kochanek, nie mogąc pogodzić się z utratą kobiety, również zdecydował się na popełnienie samobójstwa. Kobieta zyskała nowy przydomek - zaczęto nazywać ją Czarną Wdową. Oddała ona posiadłość w ręce jednego z głównych doradców pracujących w ministerstwie. Po pewnym czasie Niemcy dowiedzieli się o tym, że w czasach wojny prowadził on działalność szpiegowską i działał przeciwko III Rzeszy. Mężczyzna - nie chcąc ponieść śmierci z rąk Niemców - odebrał sobie życie.


 5. Szpital Dziecięcy im. Pála Heima

Blog o Węgrzech
http://www.veszpremkukac.hu

Szpital ten otwarto w mieście Veszprém w 1904 roku. Przez 47 lat pełnił funkcję schroniska dla dzieci działającego z ramienia państwa, lecz na opiekunach spoczywały raczej zadania typowe dla pracowników szpitali. W czasach II wojny światowej znacznie wzrosła liczba dziecięcych pensjonariuszy, ale - co bardzo niepokojące - znacząco wzrosła również śmiertelność niemowląt. Dzieci umierały każdego dnia. Miasto zostało zbombardowane, a wiele osób cierpiało na tyfus. Placówkę przekształcono na pełnoprawny szpital, co oznaczało ogromne zmiany. Budynek przebudowano i zmodernizowano, dając chorym dzieciom szansę na wyleczenie. Szpital działał do końca lat osiemdziesiątych, kiedy to oddział dziecięcy przeniesiono do Budapesztu - znajduje się obecnie w VIII dzielnicy. Bramy placówki zostały zamknięte, a okolica jest teraz cicha i opustoszała. Mimo to - przynajmniej według miejskiej legendy - na pustych korytarzach wciąż słychać rozpaczliwe krzyki dzieci.

Post zainspirowany materiałem nadesłanym przez Michała, który prowadzi blog o winie NieWinne Podróże. Powyższy tekst zawiera (przetłumaczone z języka węgierskiego) elementy wpisu, do którego link znajduje się na pierwszej pozycji w sekcji Źródła, a także własne tłumaczenia tekstów z innych stron wymienionych poniżej.

Źródła/References: